Spacerując ulicami swojego miasta trzydzieści lat temu, zatrzymałam się nagle przed tablicą z napisem:
„Nie musisz pić alkoholu, by cierpieć z powodu choroby alkoholowej w rodzinie.”
Ten prosty, a zarazem mocny przekaz przeniknął mnie wtedy do głębi. Coś we mnie zamarło, a jednocześnie coś innego — coś cichego, zapomnianego — poruszyło się w środku. Poczułam, że te słowa są o mnie. O moim domu. O moim dzieciństwie. O pokoleniach kobiet, które milczały, znosiły, udawały, że wszystko jest dobrze.
Ten artykuł dedykuję moim dzieciom — z miłością, z wdzięcznością i z nadzieją, że nigdy nie będą musiały powtarzać starych wzorców.
W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, jak bardzo w naszej kulturze picie alkoholu stało się „normalne”. Spotkania rodzinne, święta, urodziny, nawet zwykły weekend – wszystko wydawało się obracać wokół kieliszka. Dopiero po latach zrozumiałam, jak głęboko ten wzorzec wniknął w nasze dusze. Jak wielu dorosłych tak naprawdę wciąż jest dziećmi – zagubionymi, głodnymi miłości, uciekającymi w pozory dorosłości.
Zobaczyłam siebie wśród takich właśnie dorosłych – niedojrzałych emocjonalnie, nieświadomych swoich ran.
Zobaczyłam też swoje dzieci, które patrzyły na świat moimi oczami.
Poczułam ból, ale i pragnienie zmiany.
To był punkt zwrotny.
Dziś wiem, że kiedy w sercu zapada prawdziwa decyzja – taka z głębi duszy, nie z rozumu – cały Wszechświat zaczyna działać. Pojawiają się znaki, ludzie, zdarzenia, których sama nie mogłabym zaplanować. To tak, jakby niewidzialna siła brała mnie za rękę i prowadziła krok po kroku.
W tamtym czasie próbowałam sama dźwignąć życie.
Zmagając się z chorobą tarczycy, z poczuciem bezsilności i z brakiem wiary w siebie, zaczęłam jednak zauważać coś niezwykłego – im bardziej pozwalałam sobie czuć, tym szybciej wracała siła. Moje ciało zaczynało się uzdrawiać. Wewnętrzny głos szeptał, że to dopiero początek.
Kilka lat później wyjechałam do Anglii.
To była odważna decyzja – zostawić znane, wejść w nieznane. Tam zobaczyłam inny świat: ludzi, którzy żyli inaczej, mówili inaczej, myśleli inaczej. Uczyłam się nie tylko języka, ale też zaufania do życia. Na początku bałam się nawet prowadzić samochód po lewej stronie ulicy – wydawało się to zupełnie nienaturalne! Ale właśnie dzięki tym drobnym codziennym wyzwaniom uczyłam się odwagi.
Zawsze miałam w sobie potrzebę pomagania innym. To dawało mi sens.
Zostałam specjalistą terapii indywidualnej. Szukałam rozwiązań na polu Duchowym.
Szkoliłam się w Polsce i w UK.
Rozwój stał się pasją.
Z czasem moja pasja nabrała kształtu, gdy odkryłam Radykalne Wybaczanie.
To było jak przebudzenie. Nagle zrozumiałam, że każdy człowiek ma w sobie siłę, by uzdrowić swoje życie – nie poprzez walkę, ale poprzez akceptację i zrozumienie.
Zaczęłam stosować te narzędzia w swoim życiu i widziałam, jak wiele we mnie się zmienia. Odpuszczałam ciężar, który nosiłam od lat. Wybaczałam, a jednocześnie odzyskiwałam siebie.
Czasem trzymamy się rzeczy, które wcale nie należą do nas – cudzych przekonań, lęków, ról. Uczono nas, że trzeba być silną, że trzeba wszystko znosić, że kobieta powinna się poświęcać.
Dziś wiem, że prawdziwa siła to delikatność. To umiejętność powiedzenia „nie”. To odwaga, by żyć po swojemu.
Po kilkunastu latach w Wielkiej Brytanii mogę powiedzieć, że doświadczyłam smaku życia – jego słodyczy, ale też goryczy, która uczy pokory.
Zaczęłam spełniać marzenia, krok po kroku. Nie zawsze wiedziałam jak, ale wiedziałam po co.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jestem mistrzynią manifestacji.
Myślę, czuję, tworzę, a potem… czekam z ufnością.
Wiem, że to, co ma być moje, znajdzie drogę.
Kiedyś byłam bezradna, zagubiona, często bezsilna.
Dziś wiem, czego chcę. Wiem, kim jestem.
Wiem też, że droga, którą przeszłam, nie była przypadkowa – każda łza, każde doświadczenie miało sens.
Nauczyło mnie to, że życie nie jest po to, by przetrwać, ale by się nim zachwycać.
Z ogromną wdzięcznością patrzę dziś wstecz.
Nie spodziewałam się, że moje życie potoczy się właśnie tak – z lekkością, z mądrością, z szacunkiem do siebie i innych.
Mam wspaniałe córki, które są moją dumą i moim światłem.
Mam kochającego partnera, z którym mogę być sobą.
Żyję w prawdzie, w harmonii i w poczuciu spełnienia.
Dla mnie „powrót do Edenu” to nie podróż w jakieś odległe miejsce.
To powrót do siebie – do serca, do miłości, do natury, do prostoty.
To odkrycie, że raj nie był nigdy utracony. Po prostu zapomnieliśmy, że nosimy go w sobie.
Jeśli czujesz że to dla Ciebie ma wartość i masz ochotę na kontakt ze mną zapraszam serdecznie.
Teraputa- Dorota Wojtala
link do mojej strony na fb.Terapeuta Uk – Dorota Wojtala
Tel. 00447867077017

